Głos zagubionych (Lopez Lomong „Bieg po życie”)

lopez

Po pasjonującej autobiografii Felixa Baumgartnerna wydawnictwo SQN nie spoczęło na laurach i zaofiarował czytelnikom kolejną emocjonującą autobiografie sportową. Tym razem  jednak bardziej złożoną i wielowymiarową. Ukazuje ona nie tylko drogę sportową, ale dramatyczne życie w ogarniętym wojną domową Sudanie oraz inspirującą siłę woli. Autorem i bohaterem tej autobiograficznej książki jest biegacz, olimpijczyk z Pekinu Lopez Lomong, którego niezwykła historia poruszyła już wielu czytelników na całym świecie. W tym również mnie. Jego zaś opowieść stała się głosem innych „zagubionych chłopców i dziewczynek” z kraju ogarniętego wojną domową. Z kraju, z którego udało mu się wydostać, osiągnąć sukces i móc dzięki temu opowiedzieć swoją historię by pokazać, że wszystko jest możliwe, jeśli zawalczy się o swoje marzenia i spotka właściwych ludzi, którzy otworzą serce i pomogą spełnić marzenia. 

O co więc chodzi w historii olimpijczyka Lopeza Lomonga?

Punktem wyjścia jego historii życia jest moment gdy jako sześciolatek został porwany przez grupę rebeliantów. Do małej wioski w Sudanie południowym wpadła grupa rebeliantów, załadowała na pakę ciężarówki młodych chłopców i wywiozła ich do miejsca, w którym mieli być przeszkoleni do walki.

Wyrwany z ramion matki sześcioletni Lopez znalazł się w wojskowym obozie rebeliantów. Przetrzymywany w chacie z resztą chłopców bez możliwości załatwiania się na zewnątrz, bez świeżego powietrza patrzył jak każdego dnia umiera chłopiec za chłopcem. On jednak nie poddawał się i każdego kolejnego dnia zjadał porcie jedzenia wymieszanego z piachem, które nauczył się oddzielać. Pewnego dnia trzech chłopców (jego „aniołowie stróże”), którzy byli z jego wioski i obiecali Lopezowi, że się nim zaopiekują pomagają mu w ucieczce. Przez trzy dni grupa chłopców biegła przed siebie przez piaski pustyni  z nadzieją, że nie dosięgną ich kule z karabinów rebeliantów oraz przekonaniem, że kierują się do domu. Po trzech dniach docierają do obozu wojskowego w Kenii – całkiem innym kierunku niż ich rodzinna wioska. Stamtąd trafiają do obozu dla uchodźców w Kakumie. Lopez traci możliwość ujrzenia swojej rodziny. Przez dziesięć lat mieszka w obozie ONZ (sic!) w niewyobrażalnie trudnych warunkach. Raz w miesiącu przydział niewielkich porcji jedzenia na namiot (Lopez był z kilkoma innymi chłopcami) po dzieleniu starczało ledwie na jeden posiłek dziennie. Każdego dnia na malarie umierało tam mnóstwo dzieci. Tak wyglądało życie przyszłego olimpijczyka z Pekinu przez 10 lat.

Czasami chłopców w moim namiocie, w mojej własnej rodzinie, atakowała malaria. Kiedy tak się działo, do pozostałych należał obowiązek zaniesienia martwego ciała na miejsce pochówku. Straciłem w ten sposób wielu przyjaciół.

Opowieść Lopeza jednak nie ma wydźwięku użalania się nad sobą, oskarżania i wyrzutów. Jego silna wiara religijna, oraz przekonania, że zawsze może być gorzej sprawiało, że jeszcze mocniej i więcej dawał z siebie. Pomagał innym, grał w piłkę i biegał 30 kilometrów dziennie. Jak silną wole trzeba mieć by tego dokonać gdy żyjesz w obozie gdzie ludzie umierają każdego dnia, gdzie nie masz co jeść, a lekcje odrabiasz za pomocą patyka na piasku.

Życie może nie należało do łatwych, ale byliśmy szczęśliwi. Tak, chłopcy umierali i trudno było zdobyć jedzenie, ale przynajmniej nikt do nas nie strzelał. Jedliśmy tylko jeden posiłek dziennie, ale dla mnie, który przybył do tego obozu w wieku sześciu lat, stało się to czymś normalnym.Nigdy nie pomyślałem, że życie jest niesprawiedliwe, bo muszę jeść śmieci. Resztki jedzenia z wysypiska traktowałem jak błogosławieństwo. Nie wszyscy chłopcy w obozie mogli tak robić. Znałem kilku, którzy się nad sobą użalali. jaki jest cel takiego narzekania? Przecież i tak, cokolwiek by się nie działo, mieszkaliśmy w obozie dla uchodźców. Całe narzekanie na świecie nie poprawiłoby naszego losu, niczego by nie zmieniło. Należy starać się czerpać jak najwięcej dobrego z każdej życiowej sytuacji, nawet w takim miejscu jak Kakuma.

Od początku czułem wielką sympatie do Lopeza i z dużymi emocjami śledziłem jego opowieść. Książka napisana jest niezwykle lekko i choć traktuje o wielu dramatycznych wydarzeniach to jednak Lopez nie uderza w dramatyczne tony, co zarazem przejawia się w jego podejściu do życia. Czuć w tym wielką wdzięczność, którą przejawia wierze religijnej oraz do wszystkich tych ludzi, którzy pomogli mu znaleźć się w Ameryce, skończyć szkołę, stać się olimpijczykiem. Jego opowieść to świadectwo, że skoro biedny chłopiec z obozu dla uchodźców żyjący w niewyobrażalnie trudnych warunkach może wyrwać się z biedy i stać się kimś kogo potem będą chcieli słuchać inni, to każdy może to zrobić i spełnić marzenia.

Trudno opowiada się o tej książce, bo jak wspomniałem jest ona wielowymiarowa. Z jednej strony Lopez opowiada swoją historię by pokazać niewiarygodnie trudną sytuację w jego rodzinnym kraju, że jest tam ogromna liczba dzieci, które cierpią głód, które giną z powodu chorób i wojny. Z drugiej strony jest to świadectwo, że silna wola, wiara w możliwość zmiany i przeświadczenie, że zawsze może być gorzej potrafi przenosić góry, co udowadnia historia Lopeza Lomonga. Kolejną warstwą tej historii są ludzie, których miał szczęście spotkać Lopez. To dzięki nim miał możliwość wyrwania się z obozu, przyjazdu do Ameryki, zdobyciu wykształcenia i trafieniu na olimpiadę.

Książka jest świetna. Motywująca, poruszająca, i doskonale napisana. Czasami wzruszająca, ale często też doprawiona szczyptą humoru, gdy Lopez opowiada o swoich kontaktach z wynalazkami cywilizacji w postaci choćby prysznica. Warto poznać historię Lopeza, która otwiera oczy, pozwala spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy oraz przemyśleć współczesne wydarzenia na świecie. Książka nie tylko dla fanów biegania.

Za książkę dziękuje wydawnictwu:

logo_cmyk

Książkę można kupić tutaj: klik

Autor: Lopez Lomong
Stron: 288 tekst 16 zdjęcia
Format: 140 x 205 mm
Okładka: Miękka
Rok wydania: 2015
ISBN 978-83-7924-401-0

Strona książki: klik

Reklamy

2 myśli nt. „Głos zagubionych (Lopez Lomong „Bieg po życie”)

  1. Fanem biegania nie jestem, ale książka sama w sobie jest ciekawa. Może kiedyś przeczytam. W ostatnim zdaniu pojawiła Ci się literówka w słowie „wydarzenia”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s