Spotkanie z Pratchett’em (6) „Trzy Wiedźmy”

„Huczała wichura. Błyskawice raz po raz kuły ziemię, niby niezręczny skrytobójca. Grom przetaczał się tam i z powrotem po ciemnych, chłostanych deszczem wzgórzach.  Noc była czarna jak wnętrze kota. Można by uwierzyć, że właśnie w taką noc bogowie przesuwają ludzi niczym pionki na szachownicy losu. Pośród tej burzy żywiołów ogień migotał pod ociekającymi krzewami kolcolistu jak obłęd w oczach łasicy. Oświetlał trzy przygarbione postaci.”

To szóste spotkanie z Pratchettem i jego Światem Dysku, które równie wciąga i sprawia wiele przyjemności czytelniczych, jak poprzednie tomy. Tym razem sir Pratchett wrzuca nas w świat Shakespeare’a nawiązań i odwołań, których odkrywanie dla osób ceniących sobie dzieła tego wielkiego poety będzie niezłą gratką. Ale poza tym wszystkim jest świetna opowieść, którą czyta się doskonale.

„Osoby: trzy czarownice, a także królowie, sztylety, korony, burze, krasnoludy, koty, duchy, widma, małpy, demony, lasy, następcy, trefnisie, tortury, trolle, wirujące sceny, ogólna radość oraz wrzawy wielorakie.”

Już ten cytat zapowiada nie tylko fakt, że będzie dużo się działo, ale też to, że będzie się działo w taki sposób, że trudno będzie powstrzymać się od śmiechu.

trzywiedzmy1

 

Oto pewnego dnia zostaje zamordowany władca Lancre król Verence. Za podstępnym mordem stoi książę Felmet ze swoją żoną, którzy przejmują władze w Lancre. W między czasie Trzy czarownice babcia Weatherwax, Niania Ogg i Magret ratują małego synka króla Vernece i by uchronić go przed niebezpieczeństwem oddają trupie teatralnej.

I można by rzec, że już po sprawie. tyle, że świat tak jest skonstruowany, szczególnie świat dysku, że jeśli coś w nim jest nie tak, stara się to naprawić. A w królestwie Lancre nikt nie lubi nowych władców, nawet zwierzęta i hm przyroda w całości. Jedynym rozwiązaniem problemu mogą być Trzy czarownice, którym przewodzi babcia Weatherwax i która twierdzi, że czarownice i ich magia nie powinny do takich spraw się mieszać. Na szczęście w Świecie Dysku przeznaczenie chodzi własnymi drogami i ma swoje plany. Nie wspomniałem bowiem o tym, że król Vernece po śmierci pozostał w duchowej powłoce, bo jak to z duchami bywa, zostają na świecie gdy mają niedokończone sprawy, a ten musi zacząć od przekonania pewnych trzech czarownic by mu pomogły w przywróceniu porządku w królestwie.

I to właściwie punkt zapalny fabuły, której bogactwo jest warte odkrywania i delektowania się. Fabuła skupia się wokół trzech wątków: Czarownic, księcia Felmeta i jego małżonki, oraz trupy teatralnej, w której znajduje się Tomjon syn króla Vernece’a. W Trzech Wiedźmach Pratchett oprócz fantastycznych postaci stworzył niezwykłe miedzy nimi relacje. Wydaje mi się, że jest to jedna z misterniej zaplecionych konstrukcji fabularnych, jaką stworzył Pratchett. Babcia Weatherwax to staromodna i konserwatywna kobieta, Niania Ogg znowu lubi towarzystwo i dobry trunek, a jej niezliczone dzieci i synowe to duża część populacji Lancre. Natomiast Magret to młoda czarownica, która świat czarowania widzi innymi oczami, natomiast świat uczuć dopiero odkrywa. Taka mieszanka jest wybuchowa. A to tylko trzy postacie. Złotousty Tomjon, całkiem niegłupi błazen i same złe charaktery w postaci Felmeta i jego żony. I jak zawsze u Pratchett’a widowiskowe zakończenie!

trzywiedzmy1Autor: Terry Pratchett
Tytuł: Trzy Wiedźmy
Wydawnictwo Prószyńska i S-ka
Stron: 272

Ebook’a w promocyjnej cenie można kupić tutaj

 

Pratchett (1)

Pratchett (2)

Pratchett (3)

Pratchett (4)

Pratchett (5)

 

Spotkanie z Pratchett’em (5) „Straż!Straż!”

„W zupełnie innej przestrzeni poranek wstał w Ankh-Morpork, najstarszym, największym i najbrudniejszym ze wszystkich miast. Rzadka mżawka siąpiła z szarego nieba, akcentując spowijającą ulicę mgłę znad rzeki. Szczury rozmaitych gatunków zajmowały się swymi nocnymi sprawami. Pod osłoną wilgotnego płaszcza nocy skrytobójcy mordowali, złodzieje kradli, dziewki uliczne stały na ulicach.”

Takie jest właśnie Ankh-Morpork i w takim właśnie mieście musi żyć kapitan Straży Nocnej Vimes. Pewnie życie nie byłoby w nim takie złe, gdyby mógł robić to, co w dawnych czasach robili strażnicy – pilnowali porządku i łapali złoczyńców. Ale teraz nie jest to możliwe, przez co Kapitan Vimes dawno już zaprzyjaźnił się ze zgorzknieniem w sercu i butelką czegoś mocnego w żołądku, co daje zapomnienie i pozwala na filozoficzne refleksje w rynsztoku.

strazstraz1

Za problem Vimesa odpowiada w głównym stopniu władca Ankh-Morpork lord Vetinari, który wpadł na pomysł, że jeśli Skrytobójcy i Złodzieje będą działać według pewnych reguł przez niego ustalonych, czyli będą grabić i mordować według z góry ustalonych norm, wtedy ręka prawa nie będzie im grozić i przeszkadzać podczas pracy. Innymi słowy Kapitan Vimes nie miał właściwie nic do roboty, a jego stanowiska nie wiązało się publicznym szacunkiem. Praca Strażnika była pośmiewiskiem. A ilość Strażników w mieście wynosiła 3 i polegała głównie na oznajmianiu o północy, że wszystko w porządku oraz tak wolnym bieganiu by niedogonić przestępcy. Trudno się dziwić, że Vimes się wypalił.

Pewnego jednak dnia do pracy w Straży zostaje przyjęty nijaki Marchewka krasnolud z wychowania, człowiek zaś z urodzenia. Pełen młodzieńczego idealizmu i zasad wyuczonych z kodeksu prawa wkracza do najmroczniejszych miejsc w mieście by zaprowadzić porządek, który według niego powinien zaprowadzić Strażnik. Budzi to w sercu Vimesa dawno uśpione emocje związane z pracą Strażnika. Można powiedzieć, że w samą porę gdyż w mieście zaczynają się dziać bardzo niepokojące wydarzenia i ktoś będzie musiał przeprowadzić śledztwo inaczej Ankh-Morpork będzie w
poważnych tarapatach. W mieście bowiem pojawia się smok. Skąd się wziął, kto go sprowadził, czy sierżant Colon, kapral Nooby, nowicjusz Marchewa pod dowództwem kapitana Vimesa znajdą odpowiedź na te pytania, czy uda im się uratować Ankh-Morpork i odzyskać szacunek dla pozycji Straży Miejskiej?

Odpowiedzi na te pytania to 300 stron rozwijającej się dynamicznie akcji. Tu nie da się nudzić i choć w jednym miejscu zarzucić Pratchettowi słabe momenty. Wszystko w książce jest doskonale wyważone i dopieszczone. Każdy z bohaterów jest niezwykle barwny i charakterystyczny. Pratchett potrafi tworzyć bohaterów żywych i zabawnych. Trudno nie czuć do nich sympatii i nie stać po ich stronie. Moim ulubieńcem stał się smok Errol wychowanek zajmującej się smokami bagiennymi Lady Ramkin. To właściwie taka pani od kotów, tyle, że nie ma kotów, lecz małe bagienne smoki. Errol to taka sierotka, sto nieszczęść, z którym nie wiadomo co zrobić. Pewnie dlatego od samego początku kapitan Vimes zaczyna czuć do niego wielką sympatię bo obaj są takimi wyrzutkami. Ale Pratchett lubi takie
ofiary i daje im zawsze szanse, więc obaj będą się mogli wykazać i zawalczyć o swoje miejsce w świecie. Każdy odegra swoją role.

Straż!Straż to świetne fantasty, w którym tym razem poznajemy całkiem nowych bohaterów, którzy wrzuceni w wątek kryminalny przysparzają  wiele zabawnych i emocjonujących chwil. Nie obyło się też bez przemyśleń dotyczących istoty człowieka, jego miejsca w świecie, pojmowania władzy i tym podobnych istotnych spraw, które w świecie stworzonym przez Terry’go Pratchett’a nie mogło zabraknąć.

Książkę można kupić tutaj: klik

Ebooka można kupić tutaj: klik

strazstraz1

Autor: Terry Pratchett
Tytuł: Straż! Straż!
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Stron: 304

Piątek z Pratchett’em (4) „Mort”

Mort to czwarta książka z serii „Świata Dysku” i najlepsza jaką do tej pory przeczytałem z tego cyklu. Sir Pratchett podejmuje poważne tematy, jak zawsze w sobie tylko znanym subtelnym stylu pełnym czarnego humoru i fantastycznych elementów. Książkę czytałem po raz kolejny z równie wielką przyjemnością, jak za pierwszym razem. W głównym stopniu jest to zasługa stworzonych przez pisarza postaci, a szczególnie pana Śmierci kościstej ‘antropomorficznej personie’, która stoi na straży porządku świata. Na tej straży stoi od początku świata gdy pojawił się pierwszy zalążek życia, więc trwa to bardzo długo i mogło to już go porządnie zmęczyć. Książka opowiada o tym jak Śmierć zdecydował się przyjąć pomocnika i wybrać na urlop. Czy był to dobry pomysł? Czy Śmierć może wziąć sobie wolne?

mort

Wszystko zaczyna się w momencie gdy pewien chłopiec o imieniu Mortimer trafia ze swoim ojcem na targ gdzie mają znaleźć dla chłopaka praktyki by mógł sobie ułożyć życie. Decyzja o wysłaniu Morta do pracy wynikała z tego, że była z niego fajtłapa, choć o gołębim sercu, potykająca się o własne nogi i ciężko było znaleźć dla niego jakiekolwiek zajęcia w rodzinnej wiosce. Na targu zresztą też nikt go nie chciał i gdy już chłopak stracił jakąkolwiek nadzieje o północy zjawił się Śmierć i zaproponował mu pracę. Ciężko wybrzydzać, a i zapowiedź wielkiej przygody skłania chłopca do przyjęcia propozycji Śmierci.

Praca nie wydaje się zbyt skomplikowana i zaczyna się od prostego wyrzucania gnoju, którym pracowicie zapaskudził stajnie koń Śmierci o imieniu Pimpuś oraz na sprzeczkach z adoptowaną córką Śmierci Ysabell i spożywaniu tłustych potraw służącego Alberta. Z czasem jednak Śmierć powierza o wiele poważniejsze obowiązki. Mort w zastępstwie Śmierci ma przeprowadzić kilka dusz na drugą stronę. To stanie się przyczynkiem dla późniejszych problemów. Mort choć technicznie coraz bardziej przygotowany radził sobie z przecinaniem linii życia, nie był przygotowany na emocjonalne reakcje. Obiektywizm w tej pracy był podstawowym warunkiem należytym jej wykonania. Trudno przeprowadzać duszę gdy się ich  żałuje, albo co gorsze gdy trzeba przeciąć linie niezwykle urodziwej księżniczce, która budzi całą gamę uczuć w różnych sferach ciała młodego chłopaka. Mort zamiast ciachnąć linię życia księżniczki zabija skrytobójcę, któremu zlecono morderstwo przyszłej monarchini. Dużo nie trzeba a kłopoty wielkie. Została zaburzona historia, w której zapisane jest że księżniczka nie żyje. Przeznaczenie będzie starało się wypełnić i doprowadzić do naprawy sytuacji. Mort z pomocą córki Śmierci i maga Cutwell’a będą się starali naprawić zaistniałą sytuację.

A w między czasie Śmierć zażywa ludzkich przyjemności. Ten monumentalnej postury kościotrupa – nazywający siebie ‚antropomorficzną personifikacją’ – z oczodołami, w których goreją niebieskie supernowe uczy się co to znaczy bawić się. Jako czytelnik byłem świadkiem wielu zabawnych sytuacji, w których Śmierć pobierał lekcje zabawy. Wyobraźcie sobie takiego kościstego osobnika w płaszczu z kapturem mówiącego wielkimi literami, które bezpośrednio wpadają do umysłu omijając wszelkie fizyczne przekaźniki, jak zaczyna pytać czy to co teraz robią jest zabawą. Pytany powoli traci rezon, zdezorientowany czuje, że wcale, a wcale nie powinien tu być z delikatnie budzącym się przerażeniem szuka ratunku.

Postaci wykreowane przez Terrego Pratchetta to najmocniejszy punkt książki. Każda jest wyrazista, charakterystyczna i konsekwentnie prowadzona według ich osobowości. Śmierć jak już pewnie zauważyliście to najciekawsza postać tej książki i jak dla mnie jedna z najlepszych tej serii. Innymi słowy bez Śmierci, seria Świata Dysku nie byłaby tym samym, a Śmierć heh tak niezwykle ‘oswojona’ i sympatyczna.

Jeśli chcecie poznać bliżej barwnych bohaterów, dowiedzieć się jaka praca może sprawić najwięcej przyjemności Śmierci, co go najbardziej wkurza, a co najbardziej smakuje oraz czy Mort ze swoimi pomocnikami uratuje księżniczkę i czy zyska jakieś korzyści natury sercowej? Sięgnijcie koniecznie po książkę.

PS: Jeśli nie uda mi się dostroić ‚Piątków z Pratchett’em” do faktycznych piątków, przemianuje cykl na „Weekend z Pratchett’em”.

Książkę można kupić tutaj: klik

Ebooka można kupić tutaj: klik

PS2: Przy okazji życzę Wam Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku:)

mort

Autor: Terry Pratchett
Tytuł: Mort
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Stron: 232

 

 

Piątek z Pratchett’em (1)

Piątek z Pratchett’em (2)

Piątek z Pratchett’em (3)

Piątek z Pratchett’em (3) „Równoumagicznienie”

W dwóch pierwszych książkach z serii ‘Świata Dysku’ poznaliśmy maga Rincewinda. Śledziliśmy jego trudną drogę ‘od zera do bohatera’. Pratchett pokazał nam, że każdy człowiek nawet ten, któremu się wydaje, iż nie nadaje się kompletnie do niczego może osiągnąć wszystko. W Równoumagicznieniu będącemu przedmiotem dzisiejszego „Piątku z Pratchettem” tematem przewodnim jest konflikt damsko-męski, w którym jednym trudno się przyznać, że dla tych drugich jest miejsce w ich świecie, lecz skostniała tradycja i stereotypy uniemożliwiają  kompromis i wspólne działanie.

Rownoumagicznienie

Jedna ze stron reprezentowana jest przez czarownicę Babcie Weatherwax druga przez magów Niewidocznego Uniwersytetu z Nadrektorem Cutangle na czele.

Sprawa rozbija się między innymi o podejście do magii, która dla czarownicy jest czymś praktycznym, jest wiedzą o tym, jak coś osiągnąć, jest też „głowologią” czyli sprawianiem, że bez użycia magii można sprawić by inny człowiek myślał, że to czary. Babcia Weatherwax uważa, że magia, która stosują magowie jest czymś co służy głównie popisywaniu się. W końcu gdyby Stwórca chciał by zapalano ogień za pomocą magii nie byłoby zapałek. Magowie zaś jak nietrudno się domyślić mają inne zdanie na temat czarów i kobiet nimi się zajmujących. Nie dopuszczają ich do Uniwersytetu na którym uważają nie ma dla nich miejsca. W końcu według legendy tylko ósmy syn ósmego syna może zostać magiem, nigdzie nie ma mowy o kobietach.

Los, magia czy przeznaczenie mają legendę jednak gdzieś i pewnego dnia nijaki Drum Billet mag z zawodu i pewnie powołania zjawił się w wiosce o jakże znaczącej nazwie „Głupi Osioł” i przekazuje swoja moc ósmemu synowi ósmego syna, a przynajmniej tak mu się wydaje, bo dziecko okazuje się dziewczynką. Lecz jest już za późno. Mała Esk zostaje naznaczona magią, ku przerażeniu akuszerki wspomnianej już Babci Weatherwax. Od tego momentu śledzimy losy dziewczynki i czarownicy oraz ich daleką drogę na Niewidoczny Uniwersytet. Dodać trzeba, że zderzenie się dwóch światów nie jest jedynym z czym będą musieli zmierzyć się bohaterowie, znów bowiem świat magii będzie stwarzał problemy.

Terry Pratchett stworzył bardzo wyraziste, charakterne i zabawne postaci. Mała Esk i jej spojrzenie na świat, babcia Weatherwax wielbiąca ciuchy z drugiej ręki, których narzuca na siebie ponad miarę i nawet już nie pamięta, że pod tymi szmatkami kryje się kobieta. Dodatkowo jej władczy charakter, który sprawia, że nic jej się nie oprze i nigdy nikt jej nie odmówi. I taka właśnie postać wkracza na Niewidoczny Uniwersytet gdzie magowie, dla których kobiety to jakiś inny niezrozumiały gatunek, choć budzący niezwykle silne dawno skrywane emocje. To musi rodzić wiele zabawnych sytuacji. I tak właśnie jest. Polecam gorąco. A w następnym spotkaniu z Pratchett’em „Mort” i więcej pana Śmierci, który w „Równoumagicznieniu” odgrywał niestety tylko epizodyczną rolę.

Książkę można kupić tutaj: klik

Ebooka można kupić tutaj: klik

Rownoumagicznienie

Autor: Terry Pratchett
Tytuł: Równoumagicznienie
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Stron: 232

 

 

Piątek z Pratchett’em (1)

Piątek z Pratchett’em (2)

Piątek z Pratchett’em (2) „Blask Fantastyczny”

Blask Fantastyczny jest kontynuacją Koloru Magii, w którym poznaliśmy tchórzliwego i niezbyt rozgarniętego na pierwszy rzut maga Rincewinda, Dwukwiata patrzącego przez różowe okulary i zafascynowanego nowościami turystę oraz jego podróżny Bagaż vel Kufer, który przejawia więcej różnorakich cech niż można by się spodziewać po czymś wykonanym z drewna. Ich przygody w Kolorze magii zakończyły się niezbyt dobrze, szczególnie dla Rincewinda.

Mag spadał z krawędzi świata. Pamiętając, że jest to płaski talerze za krawedzią którego jest przestrzeń kosmosu Rincewind nie miał zbyt dużych szans na przeżycie. Ale że w świecie dysku istnieją nie tylko przedziwne prawa fizyki, ale też przepełniony jest magią, która wobec Rincewinda ma swoje plany, mag z tego całego spadania wychodzi bez szwanku, co można by skwitować uff, odwrócić się i sobie pójść. Sprawy jednak się sypią i stawka w całej grze zostaje podwyższona. Oto bowiem na niebie pojawia się gwiazda, która niebezpiecznie się powiększa.

blask

W między czasie na Niewidocznym Uniwersytecie Alma Mater Rincewinda magiczna księga Octavo przejawia niezwykła aktywność. Zawarte w niej zaklęcia niepokoją się. Niepokoi się też zaklęcie w głowie Rincewinda. Mag jako uczeń zakradł się do Octavo z którego uwolniło się jedno zaklęcie i zamieszkało w głowie Rincewinda. I teraz by uratować świat przed zagładą ze strony gwiazdy wszystkie zaklęcia muszą zostać wypowiedziane w tym te zawarte w umyśle czarodzieja. Jak się pewnie domyślacie ani mag nie wie zbytnio o tym, ani go to obchodzi, choć wie o istnieniu zaklęcia to jednak jego samozachowawczy charakter stara się wyeliminować z myśli to, co mogłoby mu zagrażać.

Sprawa się jeszcze bardziej gmatwa gdyż podstępny mag Trymon chce przejąć władzę na Niewidocznym Uniwersytecie oraz zyskać zdobywając dla siebie zawarte w magicznej księdze zaklęcia w tym te w głowie Rincewinda, za którym wyśle najemników.

Rincewind wraz z Dwukwiatem i Bagażem znów będą musieli zadbać o swoją skórę. Daleka droga od Ankh-Morpork nie będzie im sprzyjać. Dla czytelnika jednak to gratka, bo znów można przeżyć wraz z bohaterami wiele przygód. Pojawi się na ich drodze Cohen Barbarzyńca bohater wielu legend i znawca – nie z wyboru – wszelakich zup. Znajdą się też Druidzi, z których Pratchett zrobił swoistych informatyków, którzy te wszystkie głazy czy menhiry programują by uzyskać informacje o pogodzie i tym podobnych rzeczach. No ale w ostateczności okażą się ‚niefajni’ i cosik im się oberwie. U Pratchetta podoba mi się to, że potrafi mieszać współczesne wynalazki i problemy z tym, co już dawno przeszło do historii. W ten sposób choć świat wykreowany przez pisarza jest światem wypełnionym czarodziejami, skrzatami, trolami, to czytelnik może się w nim odnaleźć i odnieść do spraw takich jak na przykład fanatyzm, pragnienia władzy, czy takich dużo bardziej pozytywnych i ważnych jak przyjaźń czy miłość.

W trakcie podróży Rincewind będzie przechodził stopniową przemianę. Przez wiele lat uważał się za nieudacznika, który nie potrafi rzucić najprostszego zaklęcia, i któremu usilnie wmawiano, że do niczego się nie nadaje, zaczyna rozumieć swoją wartość co będzie miało istotne znaczenie dla późniejszych wydarzeń. Poza tym odkrywa, że w życiu liczy się coś więcej niż tylko dbanie o własny tyłek i unikanie śmierci – to akurat jest kłopotliwe sformułowanie bo tak unika śmierci, ale nie może uniknąć Śmierci i trafia do niego przelotem. W każdym bądź razie jak zawsze piękna i mądra książka, która swoją drogą wraz z Kolorem Magii została całkiem przyzwoicie sfilmowana. Warto się zapoznać i z książką i filmem.

Książkę można kupić tutaj: klik

Ebooka można kupić tutaj: klik

blaskAutor: Terry Pratchett
Tytuł: Blask Fantastyczny
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Stron: 236